Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Podróże konika morskiego: Ojcowienie

Podróże konika morskiego: Ojcowienie

2012-02-27 Łukasz Badula

Pod kołem biegunowym mają ponoć taki zwyczaj. Gdy między dwójką Eskimosów dojdzie do zatargu, obaj muszą opowiedzieć o jego przyczynie. Ten, który zrobi to lepiej, jest niewinny. Przegrany odchodzi zaś samotnie w lodowe równiny.

Podróże konika morskiego - Afera.html
 Okładka polskiego wydania/wyd. Afera

Bohater "Podróży konika morskiego" posiłkuje się eskimoskim zwyczajem dopiero w mało komfortowej sytuacji in flagranti. A jednak mądrość z koła podbiegunowego, patronuje niemal każdej stronicy książki Petra Šabacha. Gra toczy się tu przecież o to, kto lepiej obroni swej racji. Šabach czy reszta świata? Autor, który w realnym życiu musiał skapitulować, na kartach swej powieści wygrywa. Dystansem, poczuciem humoru oraz szczerością wobec czytelnika.

Šabach po gigantycznym sukcesie zbioru "Gówno się pali", jest dyżurnym humorystą czeskiej literatury. Pod tym względem "Podróże konika morskiego" mogą rozczarować. Opublikowana w 1998 roku książka, nie jest przecież wytrawną kreacją rozśmieszającej fikcji. To raczej rozliczenie się Šabacha z własną przeszłością. Osobisty dziennik "tatusiowej" ciąży, przypadającej gdzieś na czwarty, piąty miesiąc po urodzeniu dziecka. Ciąży, którą niewielu mężczyzn jest w stanie "donieść" do końca.

Gdy Šabach szedł na urlop ojcowski, był w swojej ojczyźnie nie tyle pionierem, co odludkiem. Oto późne lata 70., mocno trzymający się socjalistyczny reżim i obywatele usilnie szukający życiowej stabilizacji. Przeważnie w biurach lub na uczeniach. A Šabach? Kiedy jego koledzy rozwijają imponujące kariery, on na odcinek zawodowego awansu "posyła" żonę. Sam zaś ucieka w domowe pielesze.

Prywatna historia Šabacha z pozoru jest mało chwalebna. Żona rozwija się intelektualnie, on - "wyprowadza" synka na spacer i  wodzi wzrokiem za ponętnymi mamusiami. Żona przygotowuje doktorat -  on zagląda do kieliszka. Itd.

Jak uczą Eskimosi, nie liczy się sama treść, lecz sposób opowiadania. A Šabach relacjonuje własne ojcostwo z rozrzewnieniem, natychmiast zjednując sobie czytelnika. W tych prostych zapiskach z placu boju, jest jakaś uniwersalność niezależna od uwarunkowań kulturowych i czasowych. "Podróże konika morskiego" czyta się niczym całkiem świeży dokument. Inny ustrój, inne obyczaje, ale ojcowskie dylematy przecież takie same.

Narrator "Podróży..." musi przede wszystkim opracować instrukcję obsługi synka. Nie jest ona zresztą zbyt skomplikowana. Wystarczy zbudować z klocków garaż lub zrobić pacynkę i dziecko ma radochę. Na plac zabaw mały Pepino idzie już na autopilocie. No i jeszcze południowa drzemka - kolejny z przycisków do wciśnięcia.

Petr Sabach petrsabach.pl.html
 Petr Sabach/petrsabach.pl

U Šabacha cała logistyka rodzicielstwa liczy się nie mniej niż rosnąca więź z dzieckiem. Wbrew pozorom, jej objawem nie jest tylko rozckliwiające "ojcowienie"; dorastanie do świadomej roli ojca. Bycie tatą okazuje się nieść również bagaż lęków - o bezpieczeństwo syna w nieprzyjaznym świecie oraz jego kontakty z rówieśnikami. Koszmary senne trawiące bohatera to jedna strona medalu. Drugą jest sfera mało odpowiedzialnych zachowań dumnego samca. Ich rezultatem będzie choćby ryzykowny flirt z seksowną mamusią, spotkaną w parku. Kawałek spódnicy i... całą budowaną żmudnie relację ojciec - syn diabli biorą.

"Podróże konika morskiego" są dalekie od hurraoptymizmu tacierzyńskich oswajaczy typu książki Leszka M. Talko. Šabach bez ogródek opisuje, jak jego małżeństwo stanęło na krawędzi rozpadu. Z winy i jego samego i wyemancypowanej żony. Model rodziny oparty na układzie "jedno zarabia, drugie przy pieluchach", na dłuższą metę nie zdaje egzaminu. Bohater musi wziąć pracę nocnego stróża, co tylko przypieczętowuje małżeński kryzys.

Tytułowy konik morski jest stworzeniem, wyręczającym w samicę w wydawaniu małych na świat. Książka Šabacha przekonuje, jak ciężko utrzymać owo nowe życie na powierzchni. Tak, by nie doznało poważniejszych draśnięć i przetrwało szczenięce lata bez poważniejszego uszczerbku. Tata razem z mamą wychodzą pokiereszowani, ale małemu Pepino nie ma prawa spaść włos z głowy. No chyba, że chodzi o zdarty naskórek - pamiątkę po wsadzeniu głowy za kaflowy piec...

Książkę Petra Šabacha w przekładzie Julii Różewicz opublikowało wydawnictwo Afera.



Komentarze
  • Bardzo lubię charakterystyczne podejście czeskich autorów literackich do życia i umiejętność patrzenia na świat z odpowiednim dystansem. Tym razem jak czytamy, Sabach uderza w poważniejsze tony, co tylko podsyca moją ciekawość w odniesieniu do jego nowej książki.

  • Do tej pory nie miałam okazji zetknięcia się z książkami Petra Šabacha po przeczytaniu artykułu z pewnością sięgnę po którąś z książek "Podróży konika morskiego" będzie pierwsza

  • Artykul bardzo mnie zainteresowal.Czescy autorzy maja specyficzne poczucie humoru.Siegne po ta pozycje.

  • Czeskie filmy mają swój szczególny urok, wierzę, że podobny można odnaleźć w literaturze. Nie miałam jeszcze styczności z tym pisarzem, ale dochodzę do wniosku czytając tę recenzję, że już najwyższa pora.

  • Książkę "Podróży konika morskiego" udało mi się zgarnąć w gratisach z czego bardzo się cieszę :):) już nie mogę się doczekać kiedy zacznę czytać :):);):)

  • Świetna książka. Po tym, jak przeczytałam "Gówno się pali" tego autora, myślałam, że będzie głównie śmieszna. Ale aż się wzruszyłam:)